Blog

Jorge Carrión, „Księgarnie” (przeczytaj fragment książki)

Każda księgarnia jest streszczeniem świata. To nie trasa lotnicza, ale wędrówka pośród regałów łącząca twój kraj i jego mowę z odległymi krainami, gdzie mówi się innym językiem – pisze Jorge Carrión, wielki miłośnik księgarń, autor eseju podróżniczego „Księgarnie”, który w maju tego roku ukazał się po polsku w przekładzie Adama Elbanowskiego. Publikujemy fragment książki dzięki uprzejmości wydawcy, Noir sur Blanc.


Fragment książki „Księgarnie”, Jorge Carrión, tłum. Adam Elbanowski:

Każda księgarnia jest streszczeniem świata. To nie trasa lotnicza, ale wędrówka pośród regałów łącząca twój kraj i jego mowę z odległymi krainami, gdzie mówi się innym językiem. Nie jest granicą państwową, lecz przejściem — po prostu przejściem — ku innej topografii i i tym samym toponimii, i tym samym epoce: tom wydany w roku 1976 stoi obok książki wydanej wczoraj, nadal pachnącej ligniną (krewniaczką wanilii); monografia o migracjach prehistorycznych sąsiaduje ze studium o metropolii XXI wieku; za dziełami wszystkimi Camusa znajdziesz komplet Cervantesa (…). To nie droga, ale odcinek schodów, a może próg albo jeszcze coś innego: obróć się, zobacz, co łączy jeden gatunek z drugim, jakąś dziedzinę albo obsesję z dopełniającą ją odwrotnością: dramat grecki z wielką powieścią amerykańską, mikrobiologię z fotografiką, dzieje Dalekiego  Wschodu z czytadłami o Dzikim Zachodzie, poezję hinduską z kronikami Indii Zachodnich, entomologię z teorią chaosu.

Aby mieć dostęp do porządku kartograficznego każdej księgarni, do tego odwzorowania świata — wielu światów, które nazywamy światem — tak bardzo przypominającego mapę, do owej strefy wolności, gdzie czas ulega spowolnieniu, a turystyka staje się innego rodzaju lekturą, nie trzeba żadnego paszportu. A jednak w niektórych księgarniach, takich jak Green Apple Books w San Francisco, Ballena Blanca w wenezuelskiej Meridzie, Robinson Crusoe 389 w Stambule, La Lupa w Montevideo, paryskiej L’Écume des Pages, Book Lounge w Kapsztadzie, Eterna Cadencia w Buenos Aires, madryckiej Rafael Alberti, Cálamo y Antígona w Saragossie, bogotańskiej Casa Tomada, Metales Pesados w Santiago de Chile i jej fi lii w Valparaíso, neapolitańskiej Dante & Descartes, londyńskiej John Sandoe Books albo Literanta w Palma de Mallorca, miałem wrażenie, że poświadczam jakiś dokument, w którym mnożyły się stemple potwierdzające podróż międzynarodowym szlakiem księgarń, tych najważniejszych albo najbardziej znaczących, albo najlepszych, albo najstarszych, albo najbardziej interesujących, albo po prostu znajdujących się w danym momencie pod ręką, kiedy nagle zaczął padać deszcz w Bratysławie, kiedy musiałem podłączyć do sieci swój komputer w Ammanie, kiedy potrzebowałem na chwilę przysiąść i odpocząć w Rio de Janeiro, kiedy znużył mnie natłok świątyń w Peru albo w Japonii.

Pierwszy stempel zdobyłem w Librería del Pensativo w Gwatemali. Kiedy tam wylądowałem pod koniec lipca 1998 roku, kraj nadal przeżywał agonię biskupa Gerardiego, który został w bestialski sposób zamordowany w dwa dni po tym, jak z ramienia Biura Praw Człowieka arcybiskupstwa przedstawił czterotomowy raport Guatemala: nunca más (Gwatemala: nigdy więcej), w którym udokumentowano blisko pięćdziesiąt cztery tysiące przypadków pogwałcenia fundamentalnych praw człowieka w trakcie trzydziestosześcioletnich rządów dyktatury wojskowej. Gerardiemu zmiażdżono głowę tak, że nie można było rozpoznać rysów twarzy. W tych burzliwych miesiącach, kiedy czterokrotnie czy pięciokrotnie zmieniałem miejsce pobytu, centrum kultury La Cúpula — na które składały się bar-galeria Los Girasoles, księgarnia i inne sklepy — najbardziej kojarzyło mi się z domem. Librería del Pensativo — Księgarnia Człowieka Zadumanego — narodziła się w sąsiedniej Antigua Guatemala w 1987 roku, kiedy w kraju nadal toczyły się działania wojenne, a stało się to dzięki uporowi jej założycielki, antropolożki Any Marii Cofiño, która powróciła do kraju po długim pobycie w Meksyku. Po sąsiedzku, na ulicy Arco, znajdowały się stacja benzynowa i warsztat samochodowy. Z otaczających miasto wulkanów nadal było słychać kanonadę, odgłosy walki partyzantów, wojska albo grup paramilitarnych. Podobnie jak działo się i dzieje w wielu innych księgarniach, jak na różne sposoby zdarzało się i zdarza we wszystkich księgarniach świata, sprowadzenie tytułów nieobecnych w tym środkowoamerykańskim kraju, promocja literatury narodowej, prezentacje, ekspozycje sztuki, energia, która powiązała to miejsce z innymi niedawno otwartymi lokalami, uczyniły z Pensativo centrum oporu. I otwarcia. Po założeniu wydawnictwa publikującego literaturę gwatemalską otwarto także filię w stolicy, działającą przez dwanaście lat aż do roku 2006. I tam — a nikt z tamtejszych o tym nie wie — byłem szczęśliwy.

(…)

Svend Dahl napisał w Dziejach książki, że w pierwszych latach istnienia druku manuskrypty dominowały nad książkami drukowanymi za sprawą otoczki prestiżu, jak niegdyś papirus nad pergaminem czy też w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia książka złożona ręcznie nad wytworem maszynowym. Z początku drukarz był jednocześnie księgarzem, „wkrótce jednak pojawiają się kolporterzy, czyli agenci, którzy ciągną z miasta do miasta, oferując książki, które zakupili od drukarzy”. Rozgłaszają na placach i ulicach listę oferowanych tytułów i anonsują nazwę zajazdu, gdzie się zatrzymali i założyli swój wędrowny kram. W wielkich miastach był on często już stałym miejscem. Od XVI wieku liczba kopii tej samej książki sięgała tysięcy, a liczba czytelników — setek tysięcy: na przestrzeni owych stu lat krążyło po Europie ponad sto tysięcy drukowanych książek. Istniały wówczas dwa sposoby ich eksponowania: w skrzyniach lub pudłach oraz na półkach, albowiem wedle ówczesnego zwyczaju książki trzymano nieoprawione i kupujący sam decydował o oprawie dla wybranego przez siebie egzemplarza. Stąd wzięły się owe kapryśne kolekcje tytułów, które łączy jedynie rodzaj grzbietu i obwoluty wybranych przez właściciela. Niektóre z tych kompletów znajdują się w podziemiach Librería de Ávila i w antykwariatach opodal Avenida de Mayo w Buenos Aires.

(…)

Przynajmniej od czasów starożytnego Rzymu księgarnie tworzą relacje przestrzenne, w których tekstowość, z uwagi na swój dynamiczny charakter, staje się bardziej fizyczna niż w auli czy bibliotece. To nade wszystko czytelnicy są w ruchu; łączą wystawione w witrynie egzemplarze z kasą i przez to z księgarzem, wyjmują monety, banknoty lub karty kredytowe i wymieniają je na książki, a krążąc, podglądają, czego inni szukają lub co kupują. Książki, księgarze i księgarnie pozostają we względnym bezruchu w porównaniu z klientami, którzy bezustannie wchodzą i wychodzą, a wewnątrz ich rola polega właśnie na ciągłym przemieszczaniu się. Są podróżnikami w miniaturowym mieście, którzy dążą do tego, by litery — znieruchomiałe w książce — ożyły na czas trwania lektury (i jej wspomnienia), jak bowiem napisał Mallarmé: „Książka, całkowita ekspansja litery, bezpośrednio z niej musi wydobyć ruchliwość”. A przecież i księgarnia, z kupującymi i oglądającymi lub bez nich, ma własny puls. Nie tylko rytm pakowania, zamawiania, zwracania i odkładania. Nie tylko bicie serca zwalnianych z pracy. Księgarnie wchodzą też w konflikt z miejscem, gdzie się znajdują, które częściowo je określa, ale ich nie tworzy. Z nazwą ulegającą częstym zmianom wraz z pojawianiem się kolejnych właścicieli. Księgarnie, od wewnątrz i z zewnątrz, są przenośne i zmienne. Dlatego też tytułem najstarszej książnicy świata w Księgarnianej Księdze Rekordów Guinnessa szczyci się Livraria Bertrand, bo jako jedyna istnieje nieprzerwanie od daty założenia. Z reguły zmiany dotyczą przynajmniej szyldu.

Obrazuje to La più antica libreria d’Italia (najstarsza księgarnia we Włoszech). Libreria Bozzi — chociaż jej pierwszy właściciel, ocalały z pożogi rewolucji francuskiej, nazywał się Antonio Beuf — została założona w 1810 roku i nadal działa przy jednej z genueńskich ulic. W roku 1927 przeszła w ręce Alberta Colomba, ojca pierwszej żony Maria Bozziego, którego nazwisko po dzień dzisiejszy figuruje na szyldzie; obecnie zaś zarządza nią Tonino Bozzi. Księgarnia Lello w Porto to kolejny przykład. Ufundowana pod nazwą Livraria Internacional de Ernesto Chardron przy rua dos Clérigos, została otwarta w roku 1881 przez José Pinta de Sousa przy rua do Almada, a w trzy lata później sprzedana przez Mathieux Lugana. Nowymi właścicielami byli odtąd José Lello i jego brat  António, którzy przemianowali ją na Sociedade José Pinto Sousa Lello & Irmão. Jakby mało było tych zmian, po wzniesieniu w roku 1906 obecnego gmachu — łączącego neogotyk z art déco — księgarnia otrzymała w 1919 roku ostateczną nazwę: Livraria Lello & Irmão. W środku nadal eksponowany jest artykuł Enrique Vili-Matasa, w którym ten hiszpański pisarz nazwał ją „najpiękniejszą księgarnią świata”. Wizytówka, którą stamtąd zabrałem w roku 2002, wydrukowana jest na eleganckim czerpanym papierze, z emblematem i adresem zapisanym fioletowym tuszem. Pod emblematem widnieje napis „Livraria Lello”, zarządzająca zaś nią firma nazywa się Prólogo Livreiros, S.A.

(…)

Zachował się katalog Bertrand Livreiros z 1755, roku trzęsienia ziemi w Lizbonie. W nim francuscy bracia odnotowali niemal dwa tysiące tytułów, których jedna trzecia to dzieła historyczne, kolejna to tomy poświęcone nauce i sztuce, a ostatnia, po równo — dzieła prawnicze, teologiczne i literackie. W większości są to książki francuskie wydane w Paryżu. W kilka miesięcy po trzęsieniu ziemi wielu księgarzy włoskich i francuskich wznowiło działalność w stolicy Portugalii i chociaż nie zachowały się katalogi Bertrand Livreiros z tamtych lat, dotrwały do naszych czasów zamówienia tytułów wysłane do Świętego Oficjum i urzędu cenzorskiego, który potem przejął jego funkcję. Na jednej z aukcji w 1773 roku, na której licytowano parcele zniszczone przez trzęsienie ziemi, zakupiono grunt pod ostateczną siedzibę księgarni — przy ówczesnej rua das Portas de Santa Catarina. Firma znajdowała się w rękach rodziny aż do roku 1876, kiedy to ostatni bezpośredni potomek João Augusto Bertrand Martin przekazał ją przedsiębiorstwu Carvalho & Cia. Był to pierwszy z licznych domów handlowych, które przejęły ów znak firmowy i w pewnym momencie, aby nie było wątpliwości co do jego sędziwego wieku, dodały do początkowego „B” datę 1732.

Fondata nel 1872 (Założona w 1872 roku) — czytam na wizytówce podarowanej mi na pożegnanie przez Pezzanę.

Fot. na okładce i po prawej: Jorge Carrión
Wiedza Księgarza
WiedzaKsięgarza.pl to cyfrowy poradnik Fundacji Legalna Kultura skierowany do małych, niesieciowych księgarni. Projekt realizowany w ramach programu Partnerstwo dla książki finansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.